Zupa z Desierto de Sonora

texmexwhite

Gotuje się tak: w grubym emaliowanym garnku podgrzewamy dwie łyżki oliwy, na której smażymy drobno pokrojoną cebulę i jeszcze drobniej pokrojoną dużą zieloną paprykę. Cebulę na złoto, paprykę by była miękkawa. Dodajemy pół kilograma mielonej wołowiny i łyżeczkę sproszkowanego w moździerzu kminu rzymskiego. Smażymy mieszając i rozdrabniając wołowinę łyżką, aż mięso lekkio zbrązowieje. Dodajemy całą zawartość dwóch puszek pomidorów(14oz/400g – puszka), drobno pokrojoną ostrą papryczkę (lub dwie, lub trzy – w zależności od podniebienia), torebkę mrożonej kukurydzy i szklankę bulionu wołowego.
Gotujemy na wolnym ogniu około 20 minut.

Podajemy z siekaną natką kolendry, startym ostrym serem i pokruszonymi chipsami z tortilli.

 

Skąd wziął się przepis? To historia z przed lat…

Wzgórza Sangre de Cristo odbijały się gasnącą iluminacją we wstecznym lusterku. Cienie o długich twarzach witały noc. Chciałbym napisać, że zakręty przytulały samochód lecz droga była prosta i monotonna jak sny polityka. Pustynia stygła, odbijała światło wschodzących gwiazd przyspieszając czas.
Jechaliśmy w stronę granicy meksykańskiej by odebrać rodzinę z Małkini, której po raz dwunasty odmówiono wizy. 
– Zatrzymałbyś się. Czas odcedzić ziemniaczki – Staszek był zapalonym zwolennikiem liryki kulinarnej.
Zjechałem na pobocze, właściwie na jego brak. Staszek pobiegł w kierunku trzymetrowego kaktusa, ja zaczerpnąłem chłodnego powietrza zmiesznego z dymem Lucky Strika.
– Zobacz – dobiegł głos zza kaktusa – ktoś piecze ziemniaki.
Rzeczywiście kawałek za nawadnianym kaktusem płonęło małe ognisko. Podszedłem bliżej. 
Przy ognisku siedziały dwie postacie otulone w indiańskie koce, twarze ukryte w cieniu kapeluszy.
– Buonas noches -powiedziałem.
– Uważaj to może być Zorro – Staszek prawie dotykał mojego ucha…  Pamiętam smak zupy , pamiętam przepis, pamiętam, że Staszek zjadł prawie cały garnek. Nie pamiętam co to byli za ludzie, skąd się wzięli i dokąd zmierzali. Czy to naprawdę byli ludzie czy pustynne colocolo, chonchones może candelillas. Na pewno nie mechona bo nie gotowalibyśmy dzisiaj z wami zupy. Może powinniśmy ją nazwać Zupą Pomniejszych Demonów?

Advertisements

15 thoughts on “Zupa z Desierto de Sonora

  1. jestem przekonana ze zastosowanie mielonego indyka i bulionu drobiowego jedynie wzbogaci smak tego dania
    powiedziala femme, specjalistka od przerabiania wszystkiego na potrawy semiwege ;]

    a ust staszke i twego ucha nie wspomne, twarda bede.

    • Myślę, że nie tylko wzbogaci smak ale i pozwoli zrzucić parę kilogramów, w końcu pawika trzeba posprzątać nieźle się uwijając więc kalorie nie dość, że zwrócone to dodatkowo spalone.

      PS. Indyka koniecznie miel na żywca – niezapomniane semiwege przeżycie.

  2. Roman, ten wordpress.com niby jest taki świetny, ale ma wady też, naszego ucha dotknąć nie może

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s