Wszystko co pyszne musi dobiec końca

Pozostają puste talerze, brudne sztućce i czasem pęknięty kieliszek. W parku nieuprzątnięte śmiecie po pikniku i wygnieciona trawa. Tuż przed zamknięciem restauracji kelner sprząta stoły, zaraz przekręcą zamek w drzwiach prowadzących w świat i krzesła wylądują nogami do góry.

– Która godzina panie Stanisławie?

– Za minutę dwunasta.

Stephen Shore

Stephen Shore

unknown - autor nieznany

unknown - autor nieznany

romek samolot

romek samolot

Romek Samolot

Romek Samolot

Romek Samolot

Romek Samolot

Goodbye

Goodbye

Ciao

Ciao

Reklamy

Jadąc do Kung-Fu

Dla P.

Nie mogę zapomnieć nieba, gdy o zmroku jechaliśmy z Baotou do Shenyang. Dwa wagoniki to był cały pociąg. Kobieta w kasie powtarzała coś co brzmiało jak „szszsz”, a ja pół po serbsku pół po albańsku próbowawałem wytłumaczyć, że chcemy się dostać na granicę chińsko – japońską, że szukamy przepisu na lody z zielonej herbaty. Według podręcznika Zen tylko lody z zielonej herbaty są zrealizowaną metaforą Azji, metaforą dalekiego wschodu.
Teraz od zachodu błyszczała złota łuna. Płonący frędzel mandaryna rozpościerał się nad łagodnymi wzgórzami.
Piliśmy syczuańską palinkę z butelki. Jedyny chińczyk w przedziale patrzył na nas jak na pomylonych. Za pomocą kartki i długopisu wytłumaczył nam, że granica już blisko. Pisał „szszsz” na kartkowanym skrawku papieru, znakami przypominającymi żurawie odlatujące na zimę do Afryki.
Na pogranicznej stacji pół godziny od Yokohamy, gdzie wysiedliśmy na lodowaty peron kręcili się strażnicy w chińskich i japońskich mundurach. Tak musiały wyglądać granice, nim wprowadzono paszporty, granice Azji.
W dworcowej knajpie za ladą milcząca dziewczyna podała nam pustą jasnoniebieską paczkę papierosów Maotse. Potem wybiegła. Wskoczyła do starej Łady i machając nam na pożegnanie odjechała.
Wierny druh S. zwrócił uwagę na nabazgrany na papierosach tekst.
Litery nie zmieniają się ani w czasie ani w przestrzeni. Są tak samo nudne. Na paczce znajdował się przepis na lody z zielonej herbaty. Po Polsku.
Piję mocną kawę i myśle chińskiej freudowszczyźnie kojarzącej się z japońskim samurajem.

W międzyczasie lody:

icetee

1 i 1/3 szklanki słodkiej śmietanki  | 1 i 1/3 szklanki mleka | pół szklanki cukru | 3 łyżki zielonej herbaty | 6 ubitych żółtek |

W rondelku – na średnim ogniu – doprowadzamy do wrzenia śmietankę, mleko, cukier i herbatę. Gotujemy na wolnym ogniu przez 45 minut, mieszając od czasu do czasu.
Wypełniamy dużą miskę lodem, odstawiamy. Cedzimy ugotowaną mieszankę przez drobne sitko i wlewamy z powrotem do rondelka.
Dodajemy dwie łyżki gorącej mieszanki śmietankowej do żółtek – mieszając – by wyrównać temperaturę. Wolno wlewamy żółtka do rondelka, mieszając cały czas. Gotujemy na małym ogniu około 5 minut by temperatura osiągnęła ok. 80 stopni Ce (termometr kuchenny bywa przydatny).
Przelewamy naszą lodową gorącą mieszanke do miski, a tą wsadzamy do wcześniej przygotowanego lodu. Po 10 minutach przekładamy do maszynki do lodów i mrozimy około 8-10 minut. Trzecia i ostatnia przekładka do naczynia w którym lody będą się mrozić minimum 2 godziny.

Gdy gotowe – liżemy udając, że rozumiemy Azję z uśmiechem na twarzy.

Crème brûlée

cremeb

Z wikipedii – „Crème brûlée (wym. [kʁɛm bʁyˈle] fr. Przypalony krem), deser przygotowywany na bazie kremu z jaj, śmietany i cukru, uwieńczony warstwą skarmelizowanego cukru. Podawany zwykle schłodzony w kokilkach. Aromat kremowi nadaje dodawana zwykle wanilia, czasem także czekolada lub inne dodatki smakowe.”

Week endowa knajpa

sultans-market

I też jak w wypadku wczorajszego wina, zamiast ulubionej prezydenckiej Spiaggi, zwykła bliskowschodnia jadłodajnia. Wpadnijcie czasem na falafel. Numer telefonu na szyldzie.

I dla pravdanka – jeszcze ciepły po nocnym mieście – Biały Pałac – miejsce dla wszystkich nocnych głodnych i  zbłąkanych wędrowców.

whitep

Wino na koniec – 2007 Dom Bardo Rias Baixas*

2007dombardo

Na zdjeciu powinien znajdować się Krug albo Dom Perignon ale wybrałem mój ulubiony letni rodzaj wina.  2007 Dom Bardo jest jednym z najbardziej neutralnych win z Galici – ma nuty gruszek, mango, cytrusów ale ukryte, schowane i dopiero jedzenie potrafi je ujawnić. Bez jedzenia – doskonały dodatek do konwersacji w letni wieczór. Polecam.

*) linki