Tymczasem w Waszyngtonie

Dokładnie w Narodowej Galerii Sztuki (wcześniej w 2007 r. w luxemburskim Muzeum Narodowym) odbywa się wystawa XVI wiecznego malarza włoskiego z Mediolanu pt. “Arcimboldo, 1526-1593: Natura i Fantazja”.

Giuseppe Arcimboldo, surrealista malował portrety dziwacznie komponowane z jedzenia, które nas jak zawsze interesuje.

Obrazy w formie sljdów TUTAJ, a recenzja wystawy TU(ang.) do kupienia TUTAJ

Krem z kurek – zupny przepis

Wszyscy chodzą do lasu na grzyby. Chciałem i ja ze Staszkiem ale w lesie mokro, błoto, drzewa szumią zagłuszając muzykę w słuchawkach. Dzikie bestie czają się za każdym rogiem kwadratowych drzew hodowanych na kanciaste meble. Poszycie kłuje, a Staszek zbiera tylko ładne grzyby – najchętniej czerwone w białe kropki. Boże krówki mu przypominają –  twierdzi. Esteta. Wsiedliśmy więc w taksówkę i nakupiliśmy grzybów w sklepie, jasnym, suchym, przyjaznym. Staszek podglądał wydekoltowane nastolatki pomiędzy półkami, ja wybierałem kurki (po sezonie możesz użyć suszonych kurek lub kupić malutkie, bielutkie pieczarki). Po powrocie zabraliśmy się za zupę.

Czary-mary:

W garnku rozgrzej 2 łyżki oliwy z oliwek, dodaj pokrojoną małą cebulę, 2 ząbki drobno posiekanego czosnku i 250 gr. kurek(wybieraj małe lub pokrój duże). Zamieszaj by wymieszać. Gotuj aż cebula się zeszkli. Oprósz 1 łyżką mąki – im więcej mąki tym zupa będzie gęstsza. Po pół minuty zalej jednym chlustem( 1 chlust = ok.50 ml.) białego wytrawnego wina i 3 szklankami wywaru z drobiu lub jeśli jesteś jaroszem, wywarem z jarzyn. Dodaj listek laurowy i odrobinę tymianku – jeśli masz – świeżego.  Zamieszaj by wymieszać. Gotuj na wolnym ogniu 30 minut. Opcjonalnie możesz dodać malutki makaron, nie więcej jednak niż niewielką garsć na 10 minut przed końcem. Dodaj pół szklanki 30% słodkiej śmietanki. Zamieszaj by wymieszać. Gotuj jeszcze z 5 minut. Dopraw solą i pieprzem do smaku i zamieszaj by wymieszać. Podawaj zupę posypaną zielona pietruszką lub szczypiorkiem.

PS. Kiedyś poświęcimy osobny wpis robieniu domowego wywaru i powiemy czym się różni od rosołu narodowego.

PPS. Staszek i tak narzekał, że grzyby nie mają białych kropeczek.

Krótkie przepisy Ciotki Gabrysi – Owoc Granatu w Dżinie

Wymieszaj w dużym słoiku dwie szklanki pestek z owocu granatu, 60 g cukru, 8 cm skórki pomarańczowej( bez białej części). Wlej Gin – ok 1/2 litra – tak by przykrywał pestki co 2-3 cm. Zakręć słoik i odłóż do ciemnego, chłodnego miejsca(nie do lodówki) na co najmniej 3 tygodnie. Przecedź. Delektuj się z przyjaciółmi.

Wino na koniec tygodnia – Matsu El Picaro 2009

„Otóż, moi kochani, dawno temu, w Hiszpanii

był sobie młody byczek imieniem FERNANDO.

Inne młode byki, jego rówieśniki

skakały po łące, bodły się rogami,

brykały całą bandą,

ale nie Fernando.

Fernando lubił spokój.

Lubił wąchać kwiatki: stokrotki i bławatki.

W ciche wieczory letnie chadzał pod drzewo stuletnie

i w jego cieniu siadywał.

I wąchał polne kwiatki:

stokrotki i bławatki.”

Początek wiersza Munro Leafa powinien wystarczyć za całą recenzję ale… Chcielibyśmy byczka Fernando, który wrócił z corridy pod swoje stuletnie drzewo, chcielibyśmy by wino poleżało 2 lata w piwniczce.  100% Tempranillo więc i kwasowość pewnie poniżej 4pH, prawie niewyczuwalna. Gładkie, pełne w ustach, z uśmiechem, potrzebuje napowietrzenia w karafce – do godziny przed. O dziwo z regionu (jakże by inaczej) Toro, z winnicy biodynamicznej, aczkolwiek filtrowane. Wino wywołało spory przy stole – strona prawa zachwalała gorzkie solone migdały w bukiecie, strona lewa skórę, meksykańskie papryki i lukrecjowy kogel mogel w oddali. Wszystko to pewnie z powodu sosu – bo piliśmy do pieczonej mamusi Fernanda – a sos skomplikowany smakowo bo redukowany z jus pieczeniowego z winem, fenkułem, tymiankiem i wywarem z suszonych grzybów. Wino uzupełniało posilek perfekcyjnie.

Matsu El Picaro 2009, 100% Tempranillo, 14,5% prądu, biodynamiczne, DO Toro – doskonałe na jesień i do jesiennego jedzenia –  za 39 zł do kupienia TUTAJ.

butelki projektowane przez Moruba }

Tymczasem w MOMA…

Wystawa pod tytułem „Miejsce na blacie: projektowanie + nowoczesna kuchnia”. Kto w Nowym Jorku pomiędzy połową września, a połową marca przyszłego roku i zainteresowany, może odwiedzić i pokukać.

„Wystawa składająca się całkowicie z eksponatów należących do Museum of Modern Art zgłębia XX wieczną transformację kuchni jako barometru zmieniającej się technologii, estetyki i ideologii.”

MOMA

Różowa cebulka

Dlaczego nie można jeść jesienią różowej cebuli? Marynowanej. Bo jesienne lenistwo ogarnia od samego rana, a przepis jest pracochłonny. Jak na jesień.

Trzeba pokroić czerwoną  cebulę na plasterki. Przekroić plasterki na połowę. Włożyć do miski. Zagotować wodę. Zalać wrzątkiem i zostawić na dobre 15 minut by spokojnie obetrzeć pot z czoła i usiąść i odetchnąć – bo to jesień za oknem.
W innej misce trzeba pomieszać z pół szklanki wody, ćwierć szklanki octu ryżowego (może być inny równie łagodny), odrobinę wina Chardonnay(na życzenie), pół łyżeczki soli, łyżkę miodu i łyżkę cukru, parę goźdźików i pare ziaren pieprzu. Jesienne mieszanie męczy więc i przysiąść nie zaszkodzi.
Posiedziawszy, czas odcedzić cebulę włożyć do suchego słoika i zalać przygotowaną marynatą. Włożyć słoik do lodówki i przez nastepne dwa tygodnie można podbierać rożową marynowaną cebulkę.
A jeśli jeszcze zostały z minionego tygodnia resztki pieczeni wieprzowej to na żytnim chlebie z cebulką i sałatą…. mmmmmmmmm…