Na ryby!

Siedzieliśmy ze Staszkiem na brzegu Sycylii – niewielkiej wysepki, którą kopie włoski but. Fale biły o burtę naszej małej rybackie łódki wyciągniętej na piasek, słońce zmieniało kolor skóry Staszka na pomidorowy. Wyciągaliśmy rybę za rybą, brały jak komisja przetargowa. Podniecony Staszek bredził o smażeniu na maśle bo tylko na maśle „to najlepiej smakuje”. Nic dziwnego – kończył drugą plastikową butelkę miejscowego wina sprzedawanego na litry. Ja w myślach konstruowałem plan. Niedaleko od naszej kwatery czerwieniło się jak plecy Staszka pole pomidorów, obok grządka czosnku, dookoła drzewa oliwne i cytrynowe. Sól miałem z wysuszonej wody morskiej, pieprz kiedyś rozsypał się w bagażniku gdy pękła torba z Tesco. Ileż to roboty? Poczekałem aż Staszek oprawi ryby i dokończy wino, na chrapanie nie trzeba było długo czekać.

Pokroiłem 4 duże soczyste pomidory na duże kawałki, posiekałem czosnek(2 ząbki). Rozgrzałem 3 łyżki oliwy wyciśniętej wcześniej z oliwek na patelni i wrzuciłem czosnek, po 2 minutach kawałki ryby. Pokroiłem ją na kawałki wielkości niewielkiej gdy Staszek już spał. Przyrumieniłem na złoto ale nie na miętko, nie przykładajac się zbytnio do mieszania. W sumie ryby było z pół kilograma, dobrej, morskiej, białej. Posoliłem, popieprzyłem – zawsze coś popieprzę – weszło mi w krew. Wlałem pół szklanki podprowadzonego Staszkowi białego wina, podkręciłem ogień i poczekałem aż  zupełnie wyparuje.  W międzyczasie zabawiałem się gotując opakowanie makaronu na drugim palniku. W słonej wodzie. Jakaż inna może być w morzu? Wino wyprowało – dodałem łyżkę kaparów, tuzin oliwek wyciągniętych z oliwy, szczyptę suszonej i pokruszonej ostrej papryki, garść posiekanej zielonej pietruszki i pomieszłem wstrzymując oddech. Pamiętaj drogi czytelniku – jeśli wstrzymasz oddech i zamieszasz delikatnie, nie zamienisz obiadu w rybne puree – o nie, nie. Gdy sos z soku wypuszczonego przez pomidory zgęstnieje, a one same będą trochę surowe – wystarczy nałożyć zawartość patelni na odcedzony wcześniej makaron i zdrowo skropić wszystko cytryną.

Doskonałe popijane trzecią – schowaną wcześniej Staszkowi – butelką białego wina.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s