Zdjęcie tygodnia – Zupa Albondigas

…z serową quesadillą (domowe tortille) + kolendra nasza powszednia. Przepis na zupę na prawym marginesie.

Przepis tutaj: https://romeksamolot.wordpress.com/2009/05/28/sredniokrotkie-przepisy-ciotki-gabrysi-zupa-albondigas/ lub na prawym marginesie.

Wino na koniec tygodnia – 2006 Signatures du Sud

Mógłbym powtórzyć notatkę sprzed dwóch tygodni – również nadające się na aperitif Chardonnay, tym razem z Francji i nie mieszane z Viurą. Równie gęste(masłowe), mocno owocowe, kwiatowe i dobre dla pracowników perfumerii. Muszę przyznać, że daleko na samym końcu czuć kwasowość co pewnie jest zasługą „magicznego” terroir czyli w tym wypadku ziemi „argilo-calcaire” – mieszanki gliny, wapiennej skały i skamieniałych muszli z ostryg. Plusem jest cena o połowę niższa niż tydzień temu – poniżej 20 zł w wielkiej francuskiej sieci super hipermarketów o nazwie niemieckiej(jakby).

Da się wypić w środku tygodnia, ewentualnie do orientalnego jedzenia. Definitywnie nie do owoców morza jak zachęca etykietka. Najlepiej – do stymulującej konwersacji.

Śniadanie w południe(„High Noon”)

Jako, że Staszek przywiózl świeże szparagi z Peru – „Bo tam wiosna” mówi – to my szybko kokilki wysmarowaliśmy masłem, rozgrzaliśmy piekarnik do 180 stopni C i czekamy aż Staszek obrobi szparagi. Staszek obiera, gotuje 2 minuty, wyciąga, wrzuca do wody z lodem(by kolor i chrupkość zachować) kroi na 2 centymetrowe kawałki… A my szampana pijemy. Jak szparagi to szparagi – pełna elegancja.

Na dno kawałek dobrej szynki, listek szałwi, poćwiartkowany pomidorek koktajlowy, szczypta estragonu, parę kawałków szparagowych łodyg. Jajko. Sól i pieprz. Główki szparagów. Trochę śmietanki(30%). Przykryliśmy. Staszek włożył do piekarnika na 15 minut. Ja otworzyłem kolejną butelkę szampana. Staszek wyjął kokilki z piekarnika – śmietanka się bąblowała szalenie i wrząco. Posypał kawałkami ściętegona płatki parmezanu, ja rozlałem szampana.

Tak wyglądała historia śniadania w samo południe.

Tajemnica październikowej nocy

Od początku coś podejrzewałem. Od początku coś było nie tak. Kształt się niby zgadzał, rozmiar z daleka nie budził niepokoju. Kolor w porządku – przy świetle padającym pod nadzwyczaj ostrym kątem przez brudną szybę z łuszczącym się napisem „ROMEK SAMOLOT – PRYWATNY DETEKTYW”. Tylko ten smak, ten smak. Uparty niepokój zagnieździł się z tyłu kubków smakowych. Coś ssało w żołądku.

– Do diabła – pomyślałem – ostatnie zlecenie miałem miesiąc temu, butelka bourbonu wyschła w zeszły piątek, a stos niewypróbowanych przepisów rośnie pod drzawiami.

Słabłem. Podświadomie zdawałem sobie sprawę, że muszę coś zjeść. Coś baaardzo smacznego. Nagle mój wzrok padł na opakowanie ryżu. Zauważyłem napis ORZO i wszystkie elementy ukladanki zaskoczyły na swoje miejsce.

– Orzo udaje ryż – puste ściany odbiły mój głos – makaron udaje ryż, kolorem i kształtem.

Śmiałem się, po szybach spływał nocny jesienny deszcz przy dzwiękach saksofonu.

Zrobiłem sałatkę z orzo ze szpinakiem, fetą, oliwkami i pomidorami.

Ugotowałem orzo (pół paczki) według przepisu na opakowaniu, odcedziłem.
W międzyczasie:
Dwa zmiażdżone ząbki czosnku podsmażyłem na patelni – na średnim ogniu – 30 sekund. Dodałem szpinak (swieży) – dwie pełne garście (właściciele małych dłoni mogą drogą eksperymentu dodac 2 1/2 garści) i szklankę pokrojonych na połówki malutkich czereśniowych pomidorów. Smażyłem następne 2 – 2 i pół minuty.
Przełożyłem do dużej miski dodałem pół szklanki oliwek kalamata (bez pestek), pokruszoną fetę (w ilości na oko) i orzo lekko ciepłe.
Smakuje wyśmienicie z tanim bialym portugalskim Vinho Verde.

Wasz Gumshoe R.S.

Krótkie przepisy Ciotki Gabrysi – Wenecki szprycer

10ml Prosecco(taki włoski wytrawny szampan) / 5 ml Aperol lub Campari (taki włoski gorzki aperitif) / 5 ml wody sodowej / zielona oliwka na ozdobę.  Delikatnie wymieszaj wszystko w szklance i dodaj oliwkę – wyjdzie jeden drink. Po paru możesz machać przepływającym gondolierom, po następnych zaśpiewasz:  „M’ama! Sì, m’ama, lo vedo. Lo vedo. Un solo instante i palpiti del suo bel cor sentir!”

Niedzielny obiad

…wyjątkowo na życzenie pani P., a własciwie zupa, do tego plebejska.

Ziemniaczano-porowa i prosta w dodatku. 4 małe ziemniaki, 3 białe części porów, jedna cebula i jeden ząbek czosnku. Wszystko kroimy, podsmażamy na oliwie z 10 minut; dodajemy 2 szklanki wywaru z ptaka lub bulionu z jarzyn i gotujemy aż jarzyny zmiękną. Miksujemy na krem za pomocą ręcznego miksera i dodajemy 30% śmietankę(50 – 70 ml) – gotujemy jeszcze 5 minut – jeśli zupa jest za gęsta dodajemy odrobinę wody. Solimy i pieprzymy białym pieprzem do smaku. Podajemy z grzankami albo ostrym cheddarem, albo bardzo dobrą oliwą np. estragonową i chlebem – maczając go i mlaskając, krusząc dookoła…

Wino na koniec tygodnia – 2009 Collado

Było na „Wypijmy” ale ponieważ pojawiło się znowu w sprzedaży, cena niska, a że doskonałe wino obiadowe, oceniane wysoko wśród win z dolnej półki (przewodnik PENIN ) – powtarzamy tutaj bo kupiliśmy dużo i ciągle pijemy:

Czarne owoce(jeżyny), ciemny kolor, bardzo miła kwasowość. Nie rzuca w podniebienie młodością, udaje starszaka. Samkowało koncertowo do pieczeni wołowej nadziewanej wędzonym cheddarem.

25 zł, 13,5% prądu, miesznaka Garnacha i Tempranillo z Katalonii. Kto chce niech eksperymentuje – doda 1/5 objętości wody – wino zmniejszy zawrtość alkoholu i będzie bardziej owocowo aromatyczne – z jedzeniowgo stanie się konwersacyjne.

Tymczasem na Manhattanie

W samym rogu Central Parku przu numerze 2. Columbus Circle w Muzeum Sztuki i Wzornictwa(Museum of Arts and Design) można pokukać na wystawę „Eat Drink Art Design” – czyli na zastawy, sztućce i tym podobne bzdury zaprojektowane przez Jamesa Rosenquista, Roya Lichtensteina, Chihuli, Armana(pierwsze zdjęcie), Amy Drach(drugie zdjęcie) i wielu innych znanych Wam i mnie.

Wystawa otwarta do 27 marca przyszłego roku.

Po drodze, po bakłażanie

Piszę do Ciebie z dalekiej podróży. Zgubiłem już rachubę czasu. Kierownica uwiera coraz bardziej. Wczoraj rozeszła się plotka, że z przodu ruszyli. Wszyscy zapalili silniki, samochody dookoła wyły w oparach błękitnego dymu. Po godzinie wróciła rezygnacja; zapadła cisza. Podobno ktoś widział helikoptery z zaopatrzeniem.
Rankiem, rodzina z żółtego kombi urządziła śniadanie na dachu. Wyciągnęli maszynkę spirytusową i zaczęli smażyć jajecznicę. Skąd oni to wzięli… Dookoła rozszedł się zapach smażonego boczku, ludzie stali się niespokojni. Każdy odwracał głowę udawał, że patrzy w przeciwną stronę.
Przypomniały mi się posiłki w domu Nanny pod Reggio, zamarzyłem o pomidorach, o melanzane, o serze.
Czy nie upiekłabyś oberżyny na kolację?

Podstawą jest włoski czerwony sos. Sos nadaje smak całej potrawie i twierdzę – jest najważniejszą jej częscią. Problemem są pomidory bo te poza sezonem są niedobre – możesz kupić po prostu sos w słoiku Uncle Ben tradycyjny . Dodaj pół łyżeczki bazylii(swieża jest lepsza od suszonej) oraz przepraskowany ząbek czosnku.
Jeśli czujesz się na siłach możesz sama ugotować sos z pomidorow z puszki (koniecznie włoskich).

Robi sie tak:

W 2.5 litrowym rondelku rozgrzewasz 4 łyżki oliwy z oliwek na średnim ogniu. Dodajesz 1 cebulę pokrojoną w centymetrową kostkę i 4 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki – smażysz na złoto i miekko. Dodajesz pół marchewki startej na grubym tarku i 3 płaskie łyżki swieżego tymianku (lub 1 suszonego). Smażysz dodatkowe 5 minut.
Dodajesz całą zawartość puszki pomidorow (takiej większej 800-850g) i mieszając doprowadzasz do wrzenia, zmniejszasz ogien i gotujesz 30-40 minut. Sos powinien miec konsystencje grysiku. Doprawiasz solą, sokiem z cytryny (lub czerwonym winem) i cukrem – jako, ze różnie to z pomidorami bywa. Sos powinien byc kwaśny, nie słodki. Możesz użyć ręcznego miksera elektrycznego by go lepiej rozdrobnić. Sos wytrzyma w lodówce przez tydzień, a zamrożony nawet pół roku.

Teraz bakłażan parmigiana – generalnie robi się go jak kotlet schabowy (bez tłuczenia) i podaje z mozzarellą i sosem ale pieczenie w piekarniku zamiast smażenia jest według mnie lepsze – bakłażan jest delikatniejszy w smaku.

więc:

Rozgrzewasz piekarnik do 230° C. Kroisz bakłażan(użyj 2) na 6 plastrów – solisz i posypujesz pieprzem każdy plaster. Kładziesz na naoliwionej blasze i pieczesz 12 – 15 minut aż zbrązowieje na wierzchu. Przekładasz na talerz i pozwalasz wystygnąć.
Zmniejszasz temperature piekarnika do 175° C.
W naczyniu żaroodpornym układasz 4 największe plastry bakłażana, polewasz każdy z nich 4 łyżkami czerwonego sosu, posypujesz bazylią, następnie kładziesz po plastrze mozarelli (grubosci 1 centymetra) i posypujesz łyżeczką startego parmezanu. Na to kładziesz kolejny plasterek bakłażana, powtarzając czynności(sos, bazylia, ser, ser) – tak, że wychodza Ci 4 medaliony. Całość posypujesz grubo zmieloną bułką tartą – po niecalej łyżce na medalion. Pieczesz przez 20 minut, nieprzykryte aż ser się stopi i wierzch zbrązowieje.
Mogę nawet zjeść na zimno.

Ciągle w drodze z pracy do domu, wiecznie pomiędzy…