Pojszlijśmy do restaurancji

Przy wejściu do restauracji powitał nas wielki szyld hurtowni firanek i pół zdarty plakat kandydata na burmistrza. Albo przydenta? Albo radnego? Nieważne.

Bo poszliśmy do restauracji. Zgodnie z tradycją. Co_kilka_lat tradycją.
Wewnątrz stoliki pokryte były obrusami w złote kwiaty (wiadomo Europa) jak w pałacu jakimś albo Wawelu, a kelner zachowywał się wyniośle prosząc jednocześnie o dowody osobiste.
– Podajemy a_ch_kohol – motywował.
W karcie dwa głowne dania. Podobno było trzecie ale wycofali. Słusznie, bo przyrządzane z ciepłymi kluchami.
– Kaczka szlachecka z dziewaczką w sosie firmowym – przeliterował Staszek.
– Placek babuni po kaszubsku – przeliterowałem ja.
Poniżej same zakąski: na ciepło, na zimno i w temperaturze pokojowej. W sosach czerwonych, białych, różowych i czarnych.
– Czy jest jajecznica? – zapytał kelnera Staszek.
– Nie podajemy nienarodzonych kurczaczków z powodu przekonań szefa kuchni – kelner zdradzał oznaki zniecierpliwienia.
– A kaczka – rzuciłem znad menu – kaczka soczysta?
– Sucha – za długo się piekła i robiła piesze wycieczki.
– A placek dobry? – Staszek nie dawał za wygraną
Kelner wyraźnie tracił cierpliwość:
– Nie jadłem. Jak ładnie ułożą na talerzu to dobry. Ostatnio ładnie kładą i nawet garni dodają. Klienci lubią i chwalą.
Do zakończenia tyrady zabrakło tradycyjnego: „jak się nie podoba to obok jest pub irlandzki i niech sobie tam coś zjedzą”.

Popatrzyliśmy po sobie – ja na Staszka, Staszek na mnie. Głodni, wstaliśmy od stolika i wyszliśmy.
Mijając szatnię zauważyłem grupkę ludzi częstujących sie nawzajem gumą balonową „Donald”. Wzruszyłem ramionami. Nie najedzą się, ale pożują, balony porobią, a i dziewczynom na podwórku się spodoba.

Po powrocie do domu nie włączając telewizora:
mała niska szklanka lub kieliszek do martini – wsypujemy pokruszony lód, przez małe sitko z rozdrobnionym serem pleśniowym wlewamy pięćdziesiątkę zmrożonej wódki. Jesli nie lubimy smaku sera pleśniowego, pomijamy epizod z sitkiem zastępując go odrobiną wytrawnego wermutu.
Pijemy zapominając o świecie.

Odwiedźcie Dębicę

Reklamy

5 thoughts on “Pojszlijśmy do restaurancji

  1. Wyznaję zasadę – precz z chciwą i parszywą korporacją dizneya. Moje dziecko nigdy tego nie oglądało, a za gumowe grzechy młodości nie można rozliczać. Stąd wpomnienie o gumie w tekście – jak najbardziej zjadliwo-szydercze. Nie polecam. Dobry ser pleśniowy produkcji zagranicznej, do wódki produkcji zagranicznej – jak najbardziej.
    Więcej grzechów nie pamiętam i za żadne nie żałuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s