Wino na koniec tygodnia – Konrad od Kondrata

Prezent – wino z Nowej Zelandii znanej krainy winem płynącej – Marlborough, zakręcane i drogie , ponad 70 pelenów w Winarium.

Niby Pinot Noir, a jak nie pinot – alkohol na pierwszym planie, smaki owocowe w tyle. Jasne i nie oleiste, niby w porządku ale definitywnie nie w moim guście. Ze strony producenta wynika, że robione na doczepkę do win białych. Daje się wypić ale szkoda pieniędzy.

(odwiedźcie Dębicę)

Pozostaje ugotować wołowe consommé

Czyli samą esencję wołowiny koloru bursztynowego (nie mylić z narodowym rosołem).  Do gara – 1,5 l wcześniej ugotowanego wywary cielęcego, do miksera – 2 lub 3 łodygi selera naciowego, jedna marchewkę, 3 szalotki – wszystko grubo grubo posiekane nożami obrotowymi i przyciskiem „pulse” . Do maszynki do mięsa – 25dag wołowego rumsztyku (bardzo chudego) – zmielić.  Do miski białka 4 jajek ubite lekko na pianę + pokruszone skorupki. Do wspomnianej miski z jajami i skorupkami wmieszaszujemy zmielone mięso, zawartość miksera, trochę grubej soli, ze 20 ziaren pieprzu grubo potłuczonych w moździeżu i ze 3 pomidory – te wyglądajace jak gruszki (nie napiszę San Marzano) z puszki, bo zima. Dobrze mieszamy i wlewamy do wywaru. Wywar podgrzewamy średnim ogniem cały czas mieszając… 20 minut? Chyba tak.

Po dwudziestu minutach zmniejszamy ogień i pozostawiamy garnek samemu sobie na 30-45 minut na wolnym ogniu. Powinna nam się utworzyć na wierzchu skorupa tzw.”raft”. Pokrywamy sitko potrójną gaza lub podwójną lnianą ścierką i cedzimy.

Powinniśmy otrzymać przeźroczysty płyn koloru bursztynowego bez jednego oka tłuszczu lub zanieczyszczenia jakiegokolwiek brzydkiego. Jeśli to nam się nie uda – cedzimy do skutku.  Kosztujemy i ewentualnie dosalamy.  Powinniśmy poczuć czystą wołowinę –  smak łąki  i pasących się krów, ostry pieprzem z echem lekko kwaśnych pomidorowych landrynek, otulony w jedwab.

Teraz tylko podgrzać pierogi i posiekać liście selera naciowego…

W międzyczasie odwiedźcie Dębicę !

Mamy już mięso obrane z kości

…które siekamy dużym nożem lub tasakiem do mięsa (nie mylić z chińskim tasakiem do jarzyn). Odkładamy siekaninę na bok.  Przecedzony płyn z gara wlewamy do rondla i redukujemy do 1/3 objętości – potrwa to z godzinę. Robimy pastę (nie zasmażkę) z równych części mąki i masła i zagęszczamy powstały sos do konsystencji gęstej melasy.

W międzyczasie drobno kroimy 4 marchewki i 4 szalotki – mała kosteczka – nie ma wyproś i smażymy na maśle z 15 minut by zmiękły. Solimy, pieprzymy bogato i dodajemy 1/4 szklanki białego cukru i 1/4 brązowego cukru – najlepiej tego bez odwirowanej melasy (widziałem w Almie).  Mieszamy.  Dolewamy pół szklanki Porto i tyleż samo octu z czerwonego wina.  Mieszamy. Gotujemy przez 45 minut aż cały płyn wyparuje. Mieszając od czasu do czasu oczywiście. Wszystko powinno być miękkie i ugotowane. Teraz wszystko mieszamy. Do marchewki wsypujemy mięso i zalewamy zredukowanym, gęstym sosem. Dobrze mieszamy. Powstaje marmolada z ogonów wołowych o niesamowicie kompleksowym smaku. Można rozsmarować na grzance i jeść do końca świata. Ale my mamy inne plany. Wsadzamy przykrytą marmoladę z ogonów na noc do lodowki i nadziewamy nią pierogi (miękkie ciasto).

Co dalej? Jutro.

W międzyczasie odwiedźcie Dębicę !

Następnie możemy jeśli chcemy…

…ugotować ogony wołowe. Będą gotowały się długo, na małym ogniu większą część dnia. Do grubego gara wkładamy ogony, ze dwa mięsiste wystarczą do naszych skromnych potrzeb, wrzucamy przekrojoną główkę czosnku, wiązkę świeżego tymianku, z 20 ziaren czarnego pieprzu i zalewamy: ponad szklanką Porto, ponad szklanką czerwonego wytrawnego wina i dolewamy wcześniej przygotowany wywar tak by przykryć mięso. Gotujemy na wolnym ogniu, długo jak już wspominałem, aż mięso zacznie odchodzić od kości, a całość będzie wyglądała ochydnie w odróżnienu od zapachu.

Następnie wyjmujemy ogony, obdzieramy z mięsa gdy ostygną, resztkę płynu z gara cedzimy i zachowujemy.

Co dalej? Może dowiemy się jutro…

W międzyczasie odwiedźcie Dębicę !

I love SPAM

SPAM SPAM SPAM SPAM SPAM
yum yum yum yum yum yum yum
finger lick’n good

–Anonymous

Nigdy nie popełniłem tego wyznania i dopiero BBC zmobilizowało mnie do publicznego wyznania miłości. Długi artykuł, zdjęcia – to już siedemdziesiąt lat odkąd Hormel produkuje mielonkę w puszkach, a ludzie smażą, mikrofalują, kładą na kanapki, jedzą z ogórkiem kiszonym, musztardą, ketchupem i sałatą, piszą skecze

Wystarczy obtoczyć w bułce, usmażyć i obiad lub kolacja gotowa. A jeszcze z dobrymi ziemniakami z proszku… Niestety nie do dostania w Polsce(jeśli jest gdzieś – napisz do mnie) – pozostaje ebay.

ARCHIWUM WIERSZY HAIKU NA TEMAT SPAMU SPAMK-KU

(Odwiedźcie Dębicę)

Pojedli jarsko na święta?

Przepis prosty – gotujemy trochę penne rigate, nie za miętkie żeby były one i zapiekamy w 180 stopniach z czerwonym sosem, przykrywając w ostatniej chwili serem provolone. Butelka Valpolicelli i już. Kto głodny po karpiach i śledziach, ten się naje.

Odwiedźcie Dębicę !