Jako, że…

..idą święta i wszyscy rzucą się do zakupów, lepienia pierogów, smażenia karpia, gotowania barszczu/zupy grzybowej(w zależności od regionu), mieszania maku z kluskami, pieczenia tortów, doprawiania śledzia, ucierania mas do placków, mielenia maku, kosztowania świątecznej gorzałki – ja oddaję się lenistwu – porankom pełnym kawy i fajki, popołudniom alkoholizowanym w promieniach wcześnie zachodzącego słońca, przerabiającego rubin w kieliszku na Technicolor; zapachom żółtawego papieru i dziwacznym krojom czcionki. Pozwolę się karmić łyżeczką powracając do pierwotnych przyjemności czytania esejów o fotografii i muzyce. Winter Solstice – odrodzenie Dnia.

Wy drodzy czytelnicy zajęci przygotowaniami, stracicie czas i ochotę na odwiedzanie blogów tak jak ja tracę na pisanie. Po wszystkim odtworzymy magię na pikselowym papierze fotograficznym i opiszemy bębniąc w klawiaturę aż sąsiedzi zastukają w kaloryfer. Tymczasem wszystkiego dobrego i góry świątecznych cupcakes(czy istnieje polskie tłumaczenie?).

(nie zapominajcie odwiedzać Dębicę gdzie zima i śnieg po pachy)

 

TKŚ

…czyli „idą święta, ida święta, w rzeźni kwiczą już zwierzęta”, a przypomina mi o tym pani pravdanek wysyłając mnie na zakupy – za co dziękujemy. Ja dopiero dzisiaj wystałem na poczcie moją pomysłowość ale jak widać na obrazku bezwiednie.

.

Zakupy… ach te kobiety.

Odwiedźcie Dębicę gdzie ciężko cokolwiek „normalnego” kupić.