Krótkie przepisy Ciotki Gabrysi – z czym jeść Mikołaja?

Zjadanie świętych ma długą tradycję. Datuje się od któregoś tam wieku naszej ery, a może i wcześniej. W dzisiejszych czasach nowoczesna gospodyni staje przed dylematem – z czym podać świeżo złapanego – w grudniową noc –  Mikołaja.

PornoKaszanka spieszy na pomoc odpowiadając:

Z paprykowym dipem – chrzczonym imbirem.

Świeżo złapany Mikołaj z reguły jest żylasty – powinien powisieć za oknem (najlepiej na mrozie) dzień lub dwa by skruszał. Pamiętajmy by dać mu pałką w głowę, lub okleić ją taśmą – inaczej krzykami i jękami będzie niepokoił sąsiadów.

Gdy skruszeje:
Do robota kuchennego wrzucamy łyżkę stołową drobno posiekanego świeżego korzenia imbiru, dwa słoiki papryki z wodą (najlepsza jest pieczona nad ogniem), 2 pokrojone ząbki czosnku i 1/2 łyżki musztardy Dijon. Solimy, posypujemy pieprzem i miksujemy na gładko. Po zmiksowaniu możemy dodać świeżej (z doniczki) lub suszonej bazylii.
Odrywamy kawałki kruchego Mikołaja, maczamy w dipie i oddajemy się nastrojowi nadchodzących świąt.
Pokój.

Odwiedźcie Dębicę gdzie Mikołaja zjada się tylko w jednym miejscu.

Pojszlijśmy do restaurancji

Przy wejściu do restauracji powitał nas wielki szyld hurtowni firanek i pół zdarty plakat kandydata na burmistrza. Albo przydenta? Albo radnego? Nieważne.

Bo poszliśmy do restauracji. Zgodnie z tradycją. Co_kilka_lat tradycją.
Wewnątrz stoliki pokryte były obrusami w złote kwiaty (wiadomo Europa) jak w pałacu jakimś albo Wawelu, a kelner zachowywał się wyniośle prosząc jednocześnie o dowody osobiste.
– Podajemy a_ch_kohol – motywował.
W karcie dwa głowne dania. Podobno było trzecie ale wycofali. Słusznie, bo przyrządzane z ciepłymi kluchami.
– Kaczka szlachecka z dziewaczką w sosie firmowym – przeliterował Staszek.
– Placek babuni po kaszubsku – przeliterowałem ja.
Poniżej same zakąski: na ciepło, na zimno i w temperaturze pokojowej. W sosach czerwonych, białych, różowych i czarnych.
– Czy jest jajecznica? – zapytał kelnera Staszek.
– Nie podajemy nienarodzonych kurczaczków z powodu przekonań szefa kuchni – kelner zdradzał oznaki zniecierpliwienia.
– A kaczka – rzuciłem znad menu – kaczka soczysta?
– Sucha – za długo się piekła i robiła piesze wycieczki.
– A placek dobry? – Staszek nie dawał za wygraną
Kelner wyraźnie tracił cierpliwość:
– Nie jadłem. Jak ładnie ułożą na talerzu to dobry. Ostatnio ładnie kładą i nawet garni dodają. Klienci lubią i chwalą.
Do zakończenia tyrady zabrakło tradycyjnego: „jak się nie podoba to obok jest pub irlandzki i niech sobie tam coś zjedzą”.

Popatrzyliśmy po sobie – ja na Staszka, Staszek na mnie. Głodni, wstaliśmy od stolika i wyszliśmy.
Mijając szatnię zauważyłem grupkę ludzi częstujących sie nawzajem gumą balonową „Donald”. Wzruszyłem ramionami. Nie najedzą się, ale pożują, balony porobią, a i dziewczynom na podwórku się spodoba.

Po powrocie do domu nie włączając telewizora:
mała niska szklanka lub kieliszek do martini – wsypujemy pokruszony lód, przez małe sitko z rozdrobnionym serem pleśniowym wlewamy pięćdziesiątkę zmrożonej wódki. Jesli nie lubimy smaku sera pleśniowego, pomijamy epizod z sitkiem zastępując go odrobiną wytrawnego wermutu.
Pijemy zapominając o świecie.

Odwiedźcie Dębicę

Kapuśniak z fasoli

Nadejszła chwila zup i gulaszy, półroczna chwila zwana zimą. Ubieramy się ciepło, chowamy ręce do kieszeni, a nosy pod szaliki. Grzejemy się przy ogniu, zajadamy ciężkie i gorące zupy i wypatrujemy wiosny. Bardziej szaleni podgrzewaja piwo i wino.  Czas na zupę najwyższy. W planach był gulasz z King Konga ale miejscowy rzeźnik odradzał mięso jako nie do końca pozbawione częsci samolotowych i włosów blondynki.

Pozostała więc zupa, a do zupy:

  • 1 szklanka małej białej fasoli namoczona przez noc i ugotowana na miękko w dużej ilości wody. Odcedzonej.
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • 2 średnie cebule pokrojone w grubą kostkę
  • 2 pory (cześci jasnozielone i białe) dobrze wypłukane i cieńko pokrojone
  • 2 marchewki pokrojone w centymetrową kostkę
  • 2 łodygi selera naciowego grubo pokrojone
  • 2 ziemniaki – znów gruba kostka
  • 2 zabki czosnku pokrojone w cienkie plasterki
  • 2 łodygi tymianku
  • 1 łodyga rozmarynu
  • 1 liść laurowy
  • 1/2 gówki małej białej kapusty pokrajanej tak sobie
  • 3 łyżki przecieru pomidorowego
  • Do przyprawienia: sól, pieprz, ostry sos(tabasco), sos sojowy, sok z cytryny

Gotujemy fasolę aż będzie miętka. 45 minut gotowania mamy jak w banku.
W międzyczasie w dużym (8L) garnku rozgrzewamy oliwę na średnim ogniu. Dodajemy cebulę, pory, marchewkę, seler, ziemniaki, czosnek i zioła. Gotujemy mieszając od czasu do czasu pozwalając jarzynom zmiętknąć deczko. Dodajęmy kapustę i gotujemy mieszając od czasu do czasu by jarzyny zmiętkły bardziej niż deczko. Solimy i pieprz… dodajemy pieprzu.
Po pieprzu przychodzi czas na przecier pomidorowy. Rozprowadzamy go równo za pomocą mieszania. Zmniejszamy ogień i gotujemy z…. yyyyy… yyyy… 10 minut.
Odcedzamy fasolę i dodajemy ją do reszty jarzyn (mieszu-mieszu), całość zalewamy zimną wodą tak by przykryć wszystko 5 centymetrową warstwą HdwaO. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy na małym ogniu 45 min, do 1 godz.

Zupa będzie bardzo gęsta – idealna na zimę. W lecie dodajemy więcej wody i podajemy zupę dużo rzadszą.
Z czym podajemy?
Z chlebem natartym czosnkiem i upieczonym w piekarniku i serem (pamezan lub grana padano) startym wprost do talerza.

Odwiedźcie Dębicę

Czy Kot w Butach nosi skarpetki?

– Pogoda za oknem wręcz wzywa do gotowania zup i gulaszy, a wilk zjadł babcię – żalił się Czerwony Kapturek – mielibyśmy wyborowy Gulasz Babuni.
Czerwony Kapturek zawsze opuszczał przyimek „z” – wzorem krajowego przemysłu spożywczego i speców od reklamy.
– Będziemy siedzieć głodni przez całą jesień czekając na cukierki od Dziadka Mroza – chciałam powiedzieć świętego Mikołaja. To ostatnie było odpowiedzią na znaczące spojrzenia Kota w Butach.
Kot w Butach sączył piwo z butelki jednocześnie trzymając zabłocone kowbojki na stole. Palił fajkę (Wcześniej Kot był z Kocicą, ale paliła papierosa i upaliła kawał nosa. Prędko prędko do doktora… itd. okazało się, że NFZ nie refunduje po_papierosowych_poparzeń i nie ma już Kocicy – Kot zamieszkał z Kapturkiem).
– Czy można ugotować gulasz z fasoli? – zastanawiał się Kapturek – zwabilibyśmy jednego z kurczaków Mamy Kwoki albo jedną z trzech świnek, posypali ziołami Jagusi i wystarczyłoby do grudnia.
– Fasolę ukradłaś Jackowi już w lecie. Gotuj – mruknął Kot w Butach otwierając kolejną butelkę piwa.
Czerwonemu Kapturkowi pomysł bardzo się spodobał.
– Fasolka po meksykańsku – wymyślił kapturek poprawiając dekolt – przecież nie może się nazywać „Ptaszek z czarną fasolą”, albo „Świnka z bobkami.
– Tak robimy „Frijoles Mexicanos”

Jak Czerwony Kapturek pomyślał tak zrobił. Kot dostarczył kurczaka, którego Kapturek pokroił w 2 centymetrowe kawałki (pokroił pół, kilograma bo więcej mu się nie chciało). Kawałki wrzucił do miski, a do kurczaka dodał cebulę drobno pokrojoną, trzy ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, jedną płaską łyżeczkę chili, tyleż oregano, tyleż pokruszonej papryki
lub czerwonego pieprzu, sok z jednej limonki.
Wszystko Kapturek dokładnie wymieszał i wstawił w misce na pół godziny do lodówki.
Po pół godzinie, poganiana przez głodnego już Kota w Butach, nasza sierotka… (nie, nie to inna bajka) nasz Czerwony Kapturek rozgrzał dwie łyżki oleju na dużej patelni i dodał zawartość miski wyciągniętej z lodówki. Smarzył aż mięso było prawie gotowe – około 10 minut. Wtedy dodał puszkę czarnej (lub czerwonej) fasoli, pół szklanki bulionu. Zagotował, zamieszał posypał garścią drobno pokrojonej natki kolendry (lub pietruszki w historii alternatywnej), zamieszał ponownie i przykrył pokrywką.
Po dziesięciu minutach Kot w Butach z Czerwonym Kapturkiem zajadali się gulaszowo meksykańską fasolką z ryżem jako dodatkiem i popijając piwem.
Kto nie lubi ptaszka, użyje świnkę. Kto nie lubi świnki i ptaszka znajdzie sposób na wkomponowanie tofu.
I ja tam byłem
fasolę i piwo piłem,
a co widziałem
i co chciałem
niezbyt wiernie opisałem.

PS. Odwiedź Dębicę

Zdjęcie tygodnia – chili con carne

Oraz  przepis na chili w polinglisz.
Na osobiste życzenie Pani Jabłuszko

Składniki:

large dried ancho chiles, stemmed and seeded

3 ząbki garlic, roughly chopped

1 teaspoon mielonego cumin

2 tablespoons olive oliwy

1 1/2 pounds mielonego beef

1 średnia onion, cut into 1/4-inch części

1 15-ounce puszka diced tomatoes, drained
(moje ulubione to fire roasted Muir Glen
niezrównany flavor – w Polsce zwykłe włoskie Pelati)

1 or 2 15-ounce puszka pinto beans, drained
(moje ulubione to La Preferida – można również
pomieszać puszkę pinto z puszką czarnej fasoli)

2 tablespoons masa harina
(mąka lecz NIE DO TAMALES)

1 1/2 teaspoons soli

Garnishes:
Shredded ser Chihuahua or Monterey jack, Mexican-style sour cream, chopped szczypiorek, tortilla czipsy and cilantro.

Robi się tak:

Heat a patelnię over medium ogniem.
When hot, toast ancho chiles one by one: open flat and press down with spatula until the chile releases its aroma and toasts lightly, 10 to 15 seconds. Flip and toast the other side. In a small bowl, cover the chiles with hot water and let rehydrate 30 minutes, stirring frequently to insure even soaking. Drain, zostawiając wodę do póżniejszego użycia.

In a blender, combine the chiles and a little water(w której moczyły się papryki), czosnek, and cumin. Blend to a smooth puree, scraping down and stirring frequently. (If the mixture won’t move through the blender blades, stir in a tablespoon or two of water to get things going.) With a rubber spatula, work the chile mixture through a medium-mesh strainer into a bowl.

Heat oliwę in a medium-size (4-quart) pot (preferably a Dutch oven or Mexican cazuela) over medium-high heat. When hot, dodaj mieloną wołowinę and cebulę. Stir, breaking up clumps, until browned thoroughly, about 10 minutes. (If there is lots of rendered fat, tip it off and discard.)

Add the chile puree and stir for about 5 minutes as the mixture thickens and concentrates all those rich flavors. Stir in 2 cups wody and simmer, uncovered, for 45 minutes. Add tomatoes, beans, masa harina and salt. Częściowo cover and simmer delikatnie over medium-low, mieszając frequently, dopóki the sauce has reduced to coat mięso rather thickly, około 30 minut.
Podawaj ze startym Chihuahua cheese, śmietaną, chives, tortilla strips and cilantro for each person to add to the chili as they want.

Bon appetit!

Gotowanie nocą bez świadków i gwiazd

Księżyc już zaszedł, psy się uśpiły i coś tam klaszcze za oknem.
Czyli noc ciemna, wszyscy śpią, ja skradam się do kuchni na paluszkach.

Oto lodówka… lecz drzwi zamknięte, widze że jestem zdradzony.
Czyli, że nikt znowu nie zostawił środkowonocnej przekąski.

Słabą niewinność łatwo uwiodą, teraz wracając do łóżka tłukę o drzewo koszyk mój miły, wieniec różowy stargany.
Tu autor chciał powiedzieć, że mimo wszystko zrobi sobie jedzenie w środku nocy. Najwiekszą radością zaś jest północne śniadanie – symbol tłuczonego koszyka wyzwalający z długiego okresu łakomstwa, marnowanego na sen.

Piekarnik jakoś udało mi się włączyć z pomocą nikłego światła latarki. Ustawiłem 180oC. Pokroiłem chałkę na grube kromki (w dzień miałyby z 1.5 centymetra, ale w nocy – kto wie?). Do miski wlałem szklankę mleka i wbiłem 2 jajka, dodałem szczypte soli i dwie szczypty gałki muszkatołowej, łyżeczkę vanilli i łyżkę cukru. Ubiłem w ciszy. Nikt się nie obudził.
Na talerz wysypałem potłuczone – dziwnym trafem w plasterki – migdały. Roztopiłem masło na mojej patelni z tłumikiem, a gdy zaczęło się pienić maczałem kromki w misce, kładłem na talerz z migdałami by przylepiły się i smażyłem po cichutku. Tłumik patelni niwelował aromat migdałow i masła.
Za oknem zawył słowik. Pewnie złapał go pies.
Wzruszyłem ramionami bo nadszedł czas by układać usmażone toasty na wysmarowanej masłem blaszce do pieczenia. Po piętnastu minutach osiągnawszy kolor nocnego złota były gotowe. Jeszcze tylko przekroić je na pół, posypać na talerzu cukrem pudrem i znaleźć syrop klonowy, świeże truskawki, dżem morelowo-rabarbarowy…

Herbaty ciąg dalszy – gorący kubek

– czyli remedium na zimno, ciemno, przeziębienie i wybory „samorządowe”.

Na zimno: wrząca woda – 3/4 filiżanki.

Na mrok: kostka nierafinowanego cukru.

Na przeziębienie: skórka od cytryny z ponabijanymi goździkami.

Na wybory „samorządowe”: 25 ml whisky.

Laska cynamonu by wszystko zamieszać i odgonić jesień.

Ceremonia parzenia herbaty

Ceremonią parzenia herbaty nazywamy ciąg jęknięć i miauknięć „ale mi się nie chce” latających w powietrzu.

W parszywe dni wsypujemy łyżeczkę ulubionej herbaty do zaparzacza.
Zaparzacz wkładamy do ulubionej filiżanki.
Stawiamy czajnik na gazie lub na kuchni węglowej.
Patrzymy w płomień.
Zalewamy herbatę wrzątkiem lekko ostygniętym.
Cierpliwie czekamy aż naciągnie.
Dodajemy ulubionego cukru, miodu, mleka…
Pijemy powoli
patrząc przez okno
zagryzając marcepanem.

Przepis typu przepis

Stary chudy smutek karmił się wyrobem czekoladopodobnym, masłem dietetycznym, etykietą zastępczą.
Nowy smutek jest od urodzenia otyły. Pasiony masłem typu masło – z dodatkiem oleju i margaryny, serem typu feta, wieprzowym pastrami, serem typu camembert. Jedzeniem typu jedzenie.
Nowy smutek wylewa łzy spływające strumieniami, łączącymi się w rzeki. Rzeki tworzą ocean pod kaloryferem. W oceanie pływa ryba typu tuńczyk.

Jak podać tuńczyka z puszki? Czy to danie czy przekąska?

Odcedzonego tuńczyka typu tuńczyk udekorować majonezem typu majonez rozrobionym z anchovies typu anchovie (nie, nie mogą być sardynki), kaparami typu kapary i sokiem z cytryny typu cytryna (jedno ściśnięcie).

Na czym podawać?

Na podkładzie z wędzonych na pachnącym drewnie typu drzewo szparagów typu szparagi i później grillowanych choćby na patelni typu patelnia grillowa.
Czy to danie czy przekąska?

Po drodze, po bakłażanie

Piszę do Ciebie z dalekiej podróży. Zgubiłem już rachubę czasu. Kierownica uwiera coraz bardziej. Wczoraj rozeszła się plotka, że z przodu ruszyli. Wszyscy zapalili silniki, samochody dookoła wyły w oparach błękitnego dymu. Po godzinie wróciła rezygnacja; zapadła cisza. Podobno ktoś widział helikoptery z zaopatrzeniem.
Rankiem, rodzina z żółtego kombi urządziła śniadanie na dachu. Wyciągnęli maszynkę spirytusową i zaczęli smażyć jajecznicę. Skąd oni to wzięli… Dookoła rozszedł się zapach smażonego boczku, ludzie stali się niespokojni. Każdy odwracał głowę udawał, że patrzy w przeciwną stronę.
Przypomniały mi się posiłki w domu Nanny pod Reggio, zamarzyłem o pomidorach, o melanzane, o serze.
Czy nie upiekłabyś oberżyny na kolację?

Podstawą jest włoski czerwony sos. Sos nadaje smak całej potrawie i twierdzę – jest najważniejszą jej częscią. Problemem są pomidory bo te poza sezonem są niedobre – możesz kupić po prostu sos w słoiku Uncle Ben tradycyjny . Dodaj pół łyżeczki bazylii(swieża jest lepsza od suszonej) oraz przepraskowany ząbek czosnku.
Jeśli czujesz się na siłach możesz sama ugotować sos z pomidorow z puszki (koniecznie włoskich).

Robi sie tak:

W 2.5 litrowym rondelku rozgrzewasz 4 łyżki oliwy z oliwek na średnim ogniu. Dodajesz 1 cebulę pokrojoną w centymetrową kostkę i 4 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki – smażysz na złoto i miekko. Dodajesz pół marchewki startej na grubym tarku i 3 płaskie łyżki swieżego tymianku (lub 1 suszonego). Smażysz dodatkowe 5 minut.
Dodajesz całą zawartość puszki pomidorow (takiej większej 800-850g) i mieszając doprowadzasz do wrzenia, zmniejszasz ogien i gotujesz 30-40 minut. Sos powinien miec konsystencje grysiku. Doprawiasz solą, sokiem z cytryny (lub czerwonym winem) i cukrem – jako, ze różnie to z pomidorami bywa. Sos powinien byc kwaśny, nie słodki. Możesz użyć ręcznego miksera elektrycznego by go lepiej rozdrobnić. Sos wytrzyma w lodówce przez tydzień, a zamrożony nawet pół roku.

Teraz bakłażan parmigiana – generalnie robi się go jak kotlet schabowy (bez tłuczenia) i podaje z mozzarellą i sosem ale pieczenie w piekarniku zamiast smażenia jest według mnie lepsze – bakłażan jest delikatniejszy w smaku.

więc:

Rozgrzewasz piekarnik do 230° C. Kroisz bakłażan(użyj 2) na 6 plastrów – solisz i posypujesz pieprzem każdy plaster. Kładziesz na naoliwionej blasze i pieczesz 12 – 15 minut aż zbrązowieje na wierzchu. Przekładasz na talerz i pozwalasz wystygnąć.
Zmniejszasz temperature piekarnika do 175° C.
W naczyniu żaroodpornym układasz 4 największe plastry bakłażana, polewasz każdy z nich 4 łyżkami czerwonego sosu, posypujesz bazylią, następnie kładziesz po plastrze mozarelli (grubosci 1 centymetra) i posypujesz łyżeczką startego parmezanu. Na to kładziesz kolejny plasterek bakłażana, powtarzając czynności(sos, bazylia, ser, ser) – tak, że wychodza Ci 4 medaliony. Całość posypujesz grubo zmieloną bułką tartą – po niecalej łyżce na medalion. Pieczesz przez 20 minut, nieprzykryte aż ser się stopi i wierzch zbrązowieje.
Mogę nawet zjeść na zimno.

Ciągle w drodze z pracy do domu, wiecznie pomiędzy…