Podróż „Danuty” do świtu

Gdy wyładowany po brzegi ryżem galeon Santa Danuta odbijał od nabrzeża portu w Vigo kierując się do Meksyku, nikt nie przewidywał konsekwencji jakie w dalekiej kolonii wywoła jego przybycie. Nikt nie przewidywał również konsekwencji mrozów i sytuacji politycznej w Polsce A.D. 2010 ale to inna bajka.
Kiedy Santa Danuta zbliżała się do celu w Teksasie dzielni handlarze ryżu wykańczali nowe centrum eksportu w Alamo.  W tym samym czasie tysiące robotników z Chin przybywało by budować transmeksykańską kolej, każdy przywożąc ze sobą po kilogramie ryżu w małych plecionych z bambusa koszyczkach.
Ryż osiągnął masę krytyczną. Wybuchła słynna wojna ryżowa.
Tymczasem nad Zatoką Meksykańską nieopodal Veracruz rodzina emigrantów z krajów Magrebu uczyła miejscowych indian gotowania Arroz Blanco czyli pilafu z białego ryżu. Przepis przetrwał do dziś.

A robi się tak:

Rozgrzewamy piekarnik do 180°C/350F.
W 3 litrowym rondelku lub wysokiej patelni (musi nadawać sie zarówno na palnik jak i do piekarnika – np. taka) rozgrzewamy dwie łyżki oliwy. Dodajemy małą cebulę pokrojoną w centymetrową kostkę i 1½ szklanki ryżu (średniej długości wydaje się najlepszy). Smażymy mieszając aż ryż zmieni kolor z przeźroczystego na mlecznobiały – nie powinien zbrązowieć. Dodajemy 2 ząbki czosnku zmiażdżonego w prasce i mieszamy do momentu gdy poczujemy jego aromat. Wlewamy 2 szklanki bulionu z kury i dodajemy płaską łyżeczkę soli.  Mieszamy i pozwalamy by całość się zagotowała. Przykrywamy i wstawiamy na środek nagrzanego piekarnika na 30 minut.
Po wyjęciu pozostawiamy na 5 minut, spulchniamy widelcem i podajemy pilaf posypany zieloną pietruszką.

By urozmaicić i podnieść aromat często razem z bulionem dodaję łyżeczkę świeżego tymianku lub suszonego oregano, często pieczone  Poblano – ALE – zielona słodka papryka opalona na czarno nad palnikiem gazowym, włożona do plastikowego woreczka na 15 minut, obrana ze skórki, wydrylowana i pokrojona w paski również urozmaici smak.

Odwiedźcie Dębicę gdzie nie ma galeonów ale na ryż możecie zawsze liczyć.

Krótkie przepisy Ciotki Gabrysi – z czym jeść Mikołaja?

Zjadanie świętych ma długą tradycję. Datuje się od któregoś tam wieku naszej ery, a może i wcześniej. W dzisiejszych czasach nowoczesna gospodyni staje przed dylematem – z czym podać świeżo złapanego – w grudniową noc –  Mikołaja.

PornoKaszanka spieszy na pomoc odpowiadając:

Z paprykowym dipem – chrzczonym imbirem.

Świeżo złapany Mikołaj z reguły jest żylasty – powinien powisieć za oknem (najlepiej na mrozie) dzień lub dwa by skruszał. Pamiętajmy by dać mu pałką w głowę, lub okleić ją taśmą – inaczej krzykami i jękami będzie niepokoił sąsiadów.

Gdy skruszeje:
Do robota kuchennego wrzucamy łyżkę stołową drobno posiekanego świeżego korzenia imbiru, dwa słoiki papryki z wodą (najlepsza jest pieczona nad ogniem), 2 pokrojone ząbki czosnku i 1/2 łyżki musztardy Dijon. Solimy, posypujemy pieprzem i miksujemy na gładko. Po zmiksowaniu możemy dodać świeżej (z doniczki) lub suszonej bazylii.
Odrywamy kawałki kruchego Mikołaja, maczamy w dipie i oddajemy się nastrojowi nadchodzących świąt.
Pokój.

Odwiedźcie Dębicę gdzie Mikołaja zjada się tylko w jednym miejscu.