Ziemniaki bell grande

Coś z gotowych składników. Niegotowe jest mielone mięso wołowe (z 40 dag), które wraz z bardzo drobno pokrojoną cebulą wrzucamy na gorącą patelnię i brązowimy, rozbijając grudki tak by powstała konsystencja drobnej kaszy. Chwilę to zajmie. Jeśli zbierze się tłuszcz odlewamy, jeśli mięso za suche dodajemy trochę wody (i tak wyparuje). Gdy gotowe – dodajemy wcześniej wymieszane ze sobą przyprawy: płaską łyżeczkę ostrej papryki chili, płaska łyżeczkę soli z czarnym mielonym pieprzem, pół łyżeczki kuminu, tyleż samo granulowanego czosnku, tyleż samo roztartego oregano i pół łyżeczki słodkiej papryki w proszku. Mieszamy chwilę by smaki się wymieszały – stąd czynność mieszania jest niezbędna. Zdejmujemy z ognia i odstawiamy.

Do naczynia żaroodpornego wsypujemy kupione ziemniaki do pieczenia pokrojone w łódeczki i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temperatury podanej na opalkowaniu (przeważnie 200 – 220 stopni), gdy prawie gotowe nakładamy na nie mięso z patelni i smażoną fasolę pinto (również wcześniej kupioną – do niedawna w Auchan, Almie , Bomi). Podgrzewamy wszystko bo ziemniaki i tak dochodzą do siebie po czym w ostatnich 5 minutach posypujemy toną startego sera cheddar. Gdy ser się zaleje wyciągamy i nakładamy na talerze. Posypujemy pokrojoną czerwoną cebulą, pomidorami w kostkę, zieloną kolendrą/pietruszką i zieloną cebulą – łącznie z białymi częściami owej. Dodajemy z boku dużą łyżkę 22% kwaśnej śmietany. Całość skrapiamy obficie sokiem z limonki.

Prawie meksykańskie, o smaku bardzo zbliżonym do prawdziwego.

(odwiedźcie Dębicę)

Podróż „Danuty” do świtu

Gdy wyładowany po brzegi ryżem galeon Santa Danuta odbijał od nabrzeża portu w Vigo kierując się do Meksyku, nikt nie przewidywał konsekwencji jakie w dalekiej kolonii wywoła jego przybycie. Nikt nie przewidywał również konsekwencji mrozów i sytuacji politycznej w Polsce A.D. 2010 ale to inna bajka.
Kiedy Santa Danuta zbliżała się do celu w Teksasie dzielni handlarze ryżu wykańczali nowe centrum eksportu w Alamo.  W tym samym czasie tysiące robotników z Chin przybywało by budować transmeksykańską kolej, każdy przywożąc ze sobą po kilogramie ryżu w małych plecionych z bambusa koszyczkach.
Ryż osiągnął masę krytyczną. Wybuchła słynna wojna ryżowa.
Tymczasem nad Zatoką Meksykańską nieopodal Veracruz rodzina emigrantów z krajów Magrebu uczyła miejscowych indian gotowania Arroz Blanco czyli pilafu z białego ryżu. Przepis przetrwał do dziś.

A robi się tak:

Rozgrzewamy piekarnik do 180°C/350F.
W 3 litrowym rondelku lub wysokiej patelni (musi nadawać sie zarówno na palnik jak i do piekarnika – np. taka) rozgrzewamy dwie łyżki oliwy. Dodajemy małą cebulę pokrojoną w centymetrową kostkę i 1½ szklanki ryżu (średniej długości wydaje się najlepszy). Smażymy mieszając aż ryż zmieni kolor z przeźroczystego na mlecznobiały – nie powinien zbrązowieć. Dodajemy 2 ząbki czosnku zmiażdżonego w prasce i mieszamy do momentu gdy poczujemy jego aromat. Wlewamy 2 szklanki bulionu z kury i dodajemy płaską łyżeczkę soli.  Mieszamy i pozwalamy by całość się zagotowała. Przykrywamy i wstawiamy na środek nagrzanego piekarnika na 30 minut.
Po wyjęciu pozostawiamy na 5 minut, spulchniamy widelcem i podajemy pilaf posypany zieloną pietruszką.

By urozmaicić i podnieść aromat często razem z bulionem dodaję łyżeczkę świeżego tymianku lub suszonego oregano, często pieczone  Poblano – ALE – zielona słodka papryka opalona na czarno nad palnikiem gazowym, włożona do plastikowego woreczka na 15 minut, obrana ze skórki, wydrylowana i pokrojona w paski również urozmaici smak.

Odwiedźcie Dębicę gdzie nie ma galeonów ale na ryż możecie zawsze liczyć.

Czy Kot w Butach nosi skarpetki?

– Pogoda za oknem wręcz wzywa do gotowania zup i gulaszy, a wilk zjadł babcię – żalił się Czerwony Kapturek – mielibyśmy wyborowy Gulasz Babuni.
Czerwony Kapturek zawsze opuszczał przyimek „z” – wzorem krajowego przemysłu spożywczego i speców od reklamy.
– Będziemy siedzieć głodni przez całą jesień czekając na cukierki od Dziadka Mroza – chciałam powiedzieć świętego Mikołaja. To ostatnie było odpowiedzią na znaczące spojrzenia Kota w Butach.
Kot w Butach sączył piwo z butelki jednocześnie trzymając zabłocone kowbojki na stole. Palił fajkę (Wcześniej Kot był z Kocicą, ale paliła papierosa i upaliła kawał nosa. Prędko prędko do doktora… itd. okazało się, że NFZ nie refunduje po_papierosowych_poparzeń i nie ma już Kocicy – Kot zamieszkał z Kapturkiem).
– Czy można ugotować gulasz z fasoli? – zastanawiał się Kapturek – zwabilibyśmy jednego z kurczaków Mamy Kwoki albo jedną z trzech świnek, posypali ziołami Jagusi i wystarczyłoby do grudnia.
– Fasolę ukradłaś Jackowi już w lecie. Gotuj – mruknął Kot w Butach otwierając kolejną butelkę piwa.
Czerwonemu Kapturkowi pomysł bardzo się spodobał.
– Fasolka po meksykańsku – wymyślił kapturek poprawiając dekolt – przecież nie może się nazywać „Ptaszek z czarną fasolą”, albo „Świnka z bobkami.
– Tak robimy „Frijoles Mexicanos”

Jak Czerwony Kapturek pomyślał tak zrobił. Kot dostarczył kurczaka, którego Kapturek pokroił w 2 centymetrowe kawałki (pokroił pół, kilograma bo więcej mu się nie chciało). Kawałki wrzucił do miski, a do kurczaka dodał cebulę drobno pokrojoną, trzy ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, jedną płaską łyżeczkę chili, tyleż oregano, tyleż pokruszonej papryki
lub czerwonego pieprzu, sok z jednej limonki.
Wszystko Kapturek dokładnie wymieszał i wstawił w misce na pół godziny do lodówki.
Po pół godzinie, poganiana przez głodnego już Kota w Butach, nasza sierotka… (nie, nie to inna bajka) nasz Czerwony Kapturek rozgrzał dwie łyżki oleju na dużej patelni i dodał zawartość miski wyciągniętej z lodówki. Smarzył aż mięso było prawie gotowe – około 10 minut. Wtedy dodał puszkę czarnej (lub czerwonej) fasoli, pół szklanki bulionu. Zagotował, zamieszał posypał garścią drobno pokrojonej natki kolendry (lub pietruszki w historii alternatywnej), zamieszał ponownie i przykrył pokrywką.
Po dziesięciu minutach Kot w Butach z Czerwonym Kapturkiem zajadali się gulaszowo meksykańską fasolką z ryżem jako dodatkiem i popijając piwem.
Kto nie lubi ptaszka, użyje świnkę. Kto nie lubi świnki i ptaszka znajdzie sposób na wkomponowanie tofu.
I ja tam byłem
fasolę i piwo piłem,
a co widziałem
i co chciałem
niezbyt wiernie opisałem.

PS. Odwiedź Dębicę

Zdjęcie tygodnia – Zupa Albondigas

…z serową quesadillą (domowe tortille) + kolendra nasza powszednia. Przepis na zupę na prawym marginesie.

Przepis tutaj: https://romeksamolot.wordpress.com/2009/05/28/sredniokrotkie-przepisy-ciotki-gabrysi-zupa-albondigas/ lub na prawym marginesie.

Średniokrótkie przepisy Ciotki Gabrysi – Zupa Albondigas

00aapalec_rightZupa z Meksyku – śmiesznie łatwa. Ciotka rechotała gotując i popijając wino z butelki robiła dziwne miny.  Potem znowu rechotała i znowi pociągała łyk wina.

Podgrzewamy oliwę w ciężkim, pięciolitrowym garnku. Wrzucamy pokrojoną cebulę i smażymy na miękko. Dodajemy posiekany czosnek i smażymy jeszcze minutę. Dodajemy 3 litry bulionu mieszanego pół na pół z wodą i szklankę sosu z pomidorów(można użyć koncentratu, choć ciotka poleca zblendowanie małej puszki pomidorów). Zagotowujemy i zmniejszamy ogień. Dodajemy 2 pokrojone marchewki i 25 dkg fasolki szparagowej. Gotujemy na wolnym ogniu.  

Do pół kilograma mielonego mięsa wołowego lub cielęcego dodajemy niecałe pół szklanki ryżu, jedno jajko, posiekaną zieloną pietruszkę i posiekaną świeżą miętę, solimy, pieprzymy, dodajemy odrobinę pieprzu cayenne i formujemy małe klopsiki. Klopsiki wrzucamy do zupy i gotujemy prze pół godziny. Pod koniec gotowania dodajemy szklankę świeżego lub mrożonego zielonego groszku. Zupę podajemy posypaną natką kolendry.

Ciotka rechotała bo ryż dodawany do klopsików miał być surowy. Mieszanie wyobrażenia surowego ryżu z winem powoduje rechot. Są na tym świecie rzeczy, o którym się…

Krótkie przepisy Ciotki Gabrysi

00aapalec_rightCiotka poleciała na chwilę do Meksyku zobaczyć jak wygląda nowa grypa. Grypy nie zobaczyła bo ulice puste ale  – mówi  – jaką quesadillę można zrobić!  Wystarczy pomieszać dwa starte sery – dobrze topiący się(np. fontina) i ostry(np. pecorino). Rozłożyć je na połowie mącznej tortilli, dodać plasterki kiszonych papryk Jalapeño, drobno pokrojoną czerwoną cebulę, albo szalotkę, albo dymkę, pokrojonego w kostkę pomidora i startą na tarce rzodkiewkę.  Złożyć tortillę na pół i przypiec obie strony na rozgrzanym na patelni oleju lub maśle aż ser się stopi.